|
Magiczna bariera 18 lat.
2010-04-02
Ostatnio dużo rozmyślałam nad przeszłaścią. Przeszłością w której miałam 15-16 lat, która osobiście uważam za najlepsze czasy mojego życia. I tak, patrzac na te lata, aż do ukończenia 18 lat, doszlam do pewnych wnioskow. Śmiesznych co prawda, ale jak najbardziej prawdziwych. Czasom nastoletnim bez watpienia przyświeca słowo IMPEZY. Bez zastanowienia moge sie wypowiedziec nie tylko w moim imieniu ale rowniez calej masy niepełnoletnich nastolatków na calym świecie. Sytuacja ta dziala na zasadzie 'zakazanego jabłka w Raju' - jesli czego nie mozemy to tym bardziej jest to dla nas pociagajace. Tak wiec, majac to 15 lat pierwsza rzecza dla ktorej potrafilibysmy zabic, a zarazem przy ktorej wypowiedzeniu na glos rodzice wpadaja w furie i mowia kategoryczne NIE, jest nic innego jak, ot impreza. I w ten właśnie sposob kompletnie o tym nie wiedzac sami napedzaja lawine kolejnych wydarzen. Dziecko, w tym momencie najbardziej na swiecie chce dwoch rzeczy: zrobic na zlosc rodzicom i pojsc rzecz jasna na nieszczesna impreze. I co robi? Oklamuje rodzicow (np. ide na noc do kolezanki) i idzie na zabawe, co jest z kolei przelomowym momentem w jego zyciu. Pierwszy raz na powaznie oklamal rodzicow i udalo sie, nie zorientowali sie. Wtedy w umysle mlodego czlowieka kiełkuje pomysł zeby robic tak za kazdym razem kiedy bedzie chcialo gdzes wyjsc bez ograniczen czasowych. Wtedy obie strony sa zadowolone: rodzice, poniewaz dzieki niewiedzy nie boja sie o wlasne dziecko i ciesza sie ze nigdzie sie nie szlaja po nocy, i dziecko, bo wreszcie moze robic to co chce i nie ponosic z tego powodu zadnych konsekwencji. I tak uplywa zycie towazyskie niepelnoletnich. Oczywiscie, z czasem tworza sie coraz wieksze komplikacje, rodzice zaczynaja sie dopytywac, domyslac co sie dzieje, sprawdzac dziecko, co tylko daje porzadnego kopa i motywuje mloda osobe do bardzej kreatywnego dzialania. Lepszego zabezpieczania sie, przed zdemaskowaniem. Taki nastolatek jest tak uzaleznony od ciaglych wrazen i zachwycony doskonaloscia swojego planu, ze wykreca ten manewr notorycznie co tydzien, nawet gdyby zupelnie nie mial ochoty na impreze, idzie na nia by dostarczyc sobie kolejna dawke adrenaliny, zwiazanej z ukrywaniem sie przed rodzicami. Z czasem, kiedy dobijamy do 18 urodzin, wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie. Nagle wszystko nam wolno. Wolno nam pić do nieprzytomnosci, palic, wracac do domu w środku nocy, badz w ogole nie wracac. I wtedy dostrzegamy ze wcale juz nam sie nie chce chodzic na te imprezy, nie ciagnie nas. Owszem, pojdziemy raz czy dwa, ale to juz nie to samo, bo nam wolno. Mamy pozwolenie, nikt nam niczego nie zabrania. I wlasnie, ot tego nam brakuje. Tej adrenaliny, tej ciaglej niewiadomej czy sie uda, i w koncu tej swiadomosci ze robimy cos wbrew zakazom. Juz sie nie buntujemy. Cala ta sytuacja jest co najmniej paradoksalna. Bedac maloletnim o niczym innym nie marzymy tak bardzo jak o braku ograniczen i zakazow, a kiedy juz to osiagamy, to tesknimy za tym. To cale hulaszcze zycie juz nas tak nie cieszy jak dawniej. Tak wiec podsumowujac, dla mnie, wbrew wszystkim przekonaniom, bariera ukonczenia 18 roku zycia ma w sobie cos magicznego, cos dzieki czemu wszystko sie diametralnie zmienia. Czasem na lepsze, czasem na gorsze, ale zawsze. Dla wszystkich czytelnikow, o ile tacy istnieja, Wesolych Świat i smacznego jajka ;] Skomentuj [0]
Pan X 2010-02-10
Same niedomówienia, intrygi, spiski, mnóstwo niedokończonych i nierozwiązanych spraw. Nagromadziło się duzo problemów, nie ma co. Zawsze uważałam się za raczej silną i wytrzymała psychicznie osobę, której nie załamie byle pierdoła ani która nie ugnie się pod presją otoczenia, ale teraz zaczynają mnie one nieco przytłaczać. Sama przed sobą z trudem to stwierdzam, ale powoli juz nie daje rady. Chcę odpoczynku. Jak niczego innego na świecie, w tym momencie naprawde chce odpoczynku. Choć na 5 minut marzę o tym aby uciec od tej niestety brutalnej i bezwzględnej rzeczywistości, która bez skrupółw niszczy wszystkie starannie pielegnowane i misternie utkane marzenia i przekonania z dzieciecych lat, jedno po drugim, krok po kroku. Tak, ucieczka byla by w tej sytuacji najlepszym wyjściem, ale szyko okazało by się, że jednak najgłupszym z mozliwych. Ale póki co, chcę wierzyć, że jest jednak dobrym. Wszystko to i o wiele więcej, wpłynęło na to, że długo tu nie zagłądałam. Nie ma co, ostatnie tygodnie nie należały do moich najlepszych. Ba! Powiedziała bym wrecz, że z powodzeniem zasługują na miejsce w pierwszej piatce najgorszych. Pech pechem, kłopoty kłopotami, ale nie można przecież tak ciągle pesymizować. Od mojej ostatniej noty minęło sporo czasu, kiepskiego rzecz jasna, ale zdarzyło się kilka sytuacji które rzuciły troche światła na moje samopoczucie, i rozbłysły niczym iskierki nadzieji, że jednak bedzie lepiej. Choć odrobinkę. Otóż, ostatnio zdobyłam ciechego, skrytego, tajemniczego bądź bóg wie jakiego jeszcze wielbiciela. No, może mówiąc zdobyłam nie użyłam zbyt trafnego określenia, bo wcale ale to wcale sie o niego nie prosiłam. Zaczęło sie od tego, że wracając któregoś dnia ze szkoły do domu natknęłam się pod drzwiami do mojego mieszkania na kuriera z przesyłką. Biedak stał już tam chyba dobre 15 min czekajac aż ktoś mu łaskawie otworzy, ponawiając próby subtelnego przypominania o sobie pukając systematycznie co jakies 2-3 min. Chciałabym umieć wam jakoś opisać wyraz jego twarzy w momencie gdy mnie zbaczył i zorientował się że to właśnie na mnie czeka. Biedaczysko taką poczuło ulgę że nie bedzie musiał wystawać pod moimi drzwiami ani mimuty wiecej, jakby co najmniej dowiedział się ze smiertelnie poważna operacja kogoś bliskiego przebiegła pomyślnie. Tak więc, owa przesyłka, okazała się bukietem róż. I to nie byle jakim, ogromnym, pieknym, bukietem krwisto czerwonych róż. Nie powiem, zdziwiłam się trochę, bo myślałam że już nic dobrego mnie nie spotka w tym dniu. A jednak. Kwiaty rzecz jasna były anonimowe, a kurier za żadne skarby świata nie chciał puścić pary z ust co do nadawcy. Powiedział że ma dostarczyć przesyłke, słono mu zapłacono zebym ja dostała własnie dziś ( to z kolei wyjaśnia dlaczego tyle sterczał pod moimi drzwiami ), i choćby nie wiem co nie mówić od kogo. Popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem jakby od ujawnienia tej informacji co najmniej zależało jego zycie, pokazując mi tym samym że najchętniej to już by chciał pójść, wiec skapitulowałam. Róże cudownie sie prezentowały w wazonie na samym srodku stołu, a ja siedząca dokładnie na wprost nich wpatrywałam się w nie i rozmyślałam kto do diabła mógł je przysłać. Jestem tego prawie pewna, że gdyby ktos własnie w tym momencie żywcem kogoś zarzynał tuż obok mnie, nawet bym pewnie tego nie zauważyła. Tak własnie upłynął mi dzień pierwszy tej farsy. Nastepnego dnia, wracając do domu, na wycieraczce zauważyłam koperte. Zaciekawina co to, bez namysłu ją otworzyłam. Patrze, list, a raczej kartka, bo było na niej tylko jedno zdanie: ' Pięknie dziś wyglądałaś, w fioletowym ci do twarzy. Tajemniczy X.' Nie mogąc wyjść z osłupienia odruchowo popatrzyłam na swój dzisiejszy ubiór. Desperacko chciałam nie znaleźć na sobie nic fioletowego. Niestety wzrok utknął nie na apaszce: fioletowa w panterkę. No nie, pomyślałam, tego już za wiele. Nie dość że przysyla mi kwiaty, nie che powiedzieć im jest do cholery to jeszcze najwyrażniej mnie śledzi! W domu momentalnie zaczęłam przeczesywać najgłębsze czeluści mojej pamięci starając sobie przypomnieć wszystkich ex-, ale ku mojemu niezadowoleniu żaden z nich nigdy nie przejawiał żadnych tego typu symptomów. W ciągu kolejnych dni przychodziły kolejne prezenty, kartki, karteczki a nawet moje zdjecia! Czułam sie troche jak jakaś celebrytka której paparazzi z ukrycia robią zdjęcia ;) Minęły już dobre dwa tyg od kąd TO się zaczęło i nic, dalej sie nie ujawnił. Zupełnie tego nie rozumiem. Czasami mam wrażenie że zupełnie nie rozumiem facetów. JAki sens ma takie bawienie sie w podchody jak dzieci w przedszkolu? Nie wiem, może mam za mały mózg, albo część odpowiedzialna za pojmowanie takich właśnie zachowań jakoś u mnie szwankuje, ale to jest kompletnie BEZ SENSU. Przecież, skoro mnie ponoć kocha (tak, w jednym z listow stwierdził, że kocha mnie jak nikt na tym świecie) to dlaczego do chuja nie chce wreszcie odkryć kart i grać fair play? Skoro nie ma nawet na tyle odwagi, aby stanąć ze mna twarzą w twarz, to po co to całe przedstawienie? I w końcu, jakim kurwa cudem może mnie kochać, skoro nigdy w życiu nie zamienił ze mna nawet słowa, nawet głupiego i pustego 'cześć' od niechcenia? Chyba nigdy nie pojmę takiego typu zachowań. Coraz bardziej skłaniam się w stronę tej mysli, że to jakiś psychopata, albo zboczeniec, lub bóg wie co tam jeszcze. No nic, chyba musze się z tym przespać, i przemyśleć to wszystko. Kolejny raz zresztą. Poprzednie nic nie dały wiec teraz też nie licze zbytnio na cuda. Sylver O wpływie pojedynczych jednostek na otoczenie 2010-01-29
Odwiedziłam dziś przyjaciółkę, w sumie to powiedziałabym że najlepsza nawet, w celu wiedomym. Ploty, plotki, ploteczki ;) Przynajmniej takie było początkowe założenie. Siedziałyśmy przy kawie i papierosie i pierwszy raz od bardzo dawna zaczęłyśmy swobodnie rozmawiać. Fakt ten że nie gadałyśmy od wieków jest zmotywowany tym, że ów kol. A. od 5 miesiecy doladnie ma chłopaka, co jest swoja droga bardzo dziwne i podejrzane gdyż nie godzi sie to w zaden sposob z wyznawanymi przez nas dotychczas pogladami i godny zauważenia jest też fakt iż kol. A. nigdy ale to przenigdy nie byla z żadnym chłopakiem dłużej niż 2 tyg. Tak wiec, jej nowy mężczyzna nie ma bladego pojecia o jej przeszłości, w sumie o przeszłosci nas obu, gdyż dotychczas byłyśmy wrecz nierozłączne, i dlatego przy nim ( a jest z nia 24h/dobe) musimy rozmawiac na cenzurowanym, pomijajac co pikantniejsze i ciekawsze wątki w naszych opowieściach. Dlatego dziś, korzystajac z jednej z nielicznych chwil kiedy go nie ma zaczęłyśmy wspominac stare i jakże dobre czasy ;) Mamy całkiem podobne charaktery, obie wiedziałyśmy czego chcemy od życia, twardo wyznawałyśmy swoje poglądy i pragnęłyśmy ciagłej zabawy. Od zawsze miałyśmy pewien rodzaj talentu, którym było nieustanne zmienianie towarzystwa, ciągłe szukanie wrażeń, emocji, czegokolwiek, byle nowego. Zdałam sobie dzisiaj sprawę przez jak wiele grup społecznych przeszłyśmy i jak wiele w nich zmieniłyśmy. I tu objawia się nasz kolejny bezużyteczny, powedziałabym że wrecz szkodliwy talent: wywieramy zbyt dużą, czy ja wiem presję (?) na ludzi przez co diametralnie się zmieniają i to w zaskakujacej wiekszości na gorsze. Przytoczę tu jedynie jedną z 'grup' z ktorymi miałam zwyczaj spędzać wszystkie wolne chwile, cale dnie, nieżadko i noce, ale przede wszystkim imprezy. Niestety, były one nieodłącznym elementem mojego życia, prawdę powiedziawszy dalej są, ale już nie tak 'ostre' jakie bywały wtedy. Czy ja wiem, chyba jeszcze z tego nie wyrosłam. Zaczynając opowiadać tę historię trzeba wspomnieć o fakcie, że z biegiem czasu odkryłam w sobie (klejny zreszta) dar otaczania się wyłaącznie towarzystwem mężczyzn. Kol. A. też takowe posiadała i głównie przypuszczam z tego względu zawsze, niezmiennie trwałyśmy przy sobie. Opuszczałyśmy różne towarzystwa, znajdowałyśmy nowe, ale mimo wszystko zawsze razem. Grupa, której historią chce sie z wami podzielić jak już można słusznie zauważyć składała sie z samych tylko facetów. Początkowo gdy ich poznałyśmy byli miłymi chlopakami, którzy nas lubili i co poniektórzy skrycie podkochiwali z nadzieją na powazny, dojrzały związek. My byłysmy ich dokładnymi przeciwieństwami, uwielbiałysmy zabawę, szaleństwo, muzykę, taniec i wyznawalyśmy jedyn dość istotny pogląd. Nie uznawałyśmy stałych związków. Relacji na lini kobieta-mężczyzna innych niż te prowadzące do rozkoszy i zabawy. Tak, znów wszystko sprowadza sie do zabawy. Po prostu traktowałyśmy chłopaków jak zabawki i otwarcie o tym mówiłyśmy. Mawiałyśmy wtedy, że jesteśmy okrutne, ale przynajmniej jako zadośćuczynienie uważałyśmy fakt iż mówimy 'płci brzydkiej' cała prawde, nie kryjemy sie z tym, już na samym początku znajomości zawsze powtarzałyśmy, że nie chcemy niczego wiecej, żadnych zobowiązań w relacjach damsko- męskich. Niestety zazwyczaj mimo iż wielokrotnie ostrzegałyśmy, los śmiał się nam pełną piersią w twarz i sprawiał, że bieg wydarzeń toczył się zupełnie inaczej niz tego chciałysmy. Tak też było w tym przypadku. Osobnicy, którzy potajenie do nas wzdychali, odkryli karty i wszystko na wyznali. By ich zbytnio nie zranić najdelikatniej jak umiałyśmy odmówiłysmy im uzywając genialnych argumentów, których z begiem czasu nauczyłysmy się jak pacierza. Chciałyśmy dobrze a wyszło jak zwykle. Dopuściłyśmy się czegoś karygodnego. Zraniłyśmy męską dumę. Biedacy pewnie do dziś zadają sobie pytanie jakim cudem to się właściwie stało. Kilku z nich próbowało jeszcze szczęścia w kolenych podejściach, ale jak to my- byłyśmy konsekwentne i nieugięte. Skutki tej sytuacji nie okazały się niczym dobrym. Powiedziałabym wręcz, że przerosły moje najgorsze oczekiwania. Grupa 'zranionych i porzuconych' obrała naszą wlasną i prywatną taktykę na przetrwanie bez cierpienia. Założyli na siebie zimne jak lód maski i zaczęli traktować dziewczyny w doładnie taki sam sposób jak my niegdyś ich. Traktowali je jak marionetki, zabawki, maszyny służące do samozaspokojenia. Nie było juz cienia śladu po tych miłych i interesujących facetach. Stali się gorszą wersją nas. Zmienili się na naszych oczach, co najgorsze zmienili się przez nas. Tak, wiem, jesteśmy złe. Sylver Przydatność portalu Nasza-klasa.pl 2010-01-28
Jestem góralką. To tyle tytułem wstępu. Oczywiście nie ma we mnie nic z góralki, no może poza ostrym charakterem, ale ze względów czysto geograficznych jednak nią jestem. Ostatnio mam bardzo twórczy okres w życiu, wzięłam talent we własne ręce i znów rysuje rzecz jasna. Powracam do nawyków z dzieciństwa, co może jednak wyjdzie mi na dobre ;p Poza kończeniem kilku projektów do szkoły, w mojej głowie zakiełkował plan strworzenia czegoś naprawdę fajnego, a co za tym idzie trudnego. Zakopałam wiec topór wojenny z wujkiem Google i szukajac inspiracji znalazłam cudowny, wręcz fenomenalny projekt, ktorego oczywiście zamierzam przenieśc na papier :) Oczywiście plany planami, a znajac zycie i mnie co gorsze, wszystko skonczy sie równo z końcem ferii fiaskiem. Wpadnę w wir życia towarzyskiego i najzwyczajniej na świecie nie bede miała wolnego czasu. No tak, jak zwylke zreszta... Dzisiejszy dzien okazal sie dniem siegajacym najgłebszych czelusci nudy. Ostatnią deską ratunku okazała sie niestety nasza-klasa.pl. Bedac pewna ze juz nic mnie w tym jakze owocnym i zaplanowanym co do minuty dniu nie zaskoczy, mile sie zdziwiłam. Otóż sprawdzajac skrzynke odbiorcza w tymze portalu ze sterty smieci wyłuskalam jedna wiadomośc ktora osiagneła miano godnej umieszczenia jej tu i upublicznienia. Było to zaproszenie na impreze urodzinowa od pana G. (darujmy sobie używanie imion, ksyw i tymbardziej nazwisk). Nie bylo by w tym nic dziwnego gdyby nie to ze jest to osoba z grona moich eks-znajomych, z ktorymi szczerze powiedziawszy nie utrzymuje pokojowych stosunków. Kiedys nalezałam do ich 'paczki' , i co dziwne bylam z tego wiecej niz zadowolona. Ciagłe imprezy, hektolitry wódki, piwa i Bog jeden wie czego jeszcze, oraz zero jakiegokolwiek szacunku dla kobiet. Ba! O szacunku nawet mowy nie bylo. W ich toku rozumowania kobiety byly tylko i wyłacznie maszynami do dupcenia ktore powinny im usługiwac, dostarczac rozrywek i rozkoszy (przeciez tak niewiele im trzeba bylo...) i najlepiej w ogole sie nie odzywac. Oczywiscie średnio co dwa dni koniecznie trzeba bylo wymienic ja na nowszy model bo to juz 'stawalo sie nudne'. Na szczescie w porę, zaczełam słuchać tej czesci mojego mózgu ktora byla odpowiedzialna za bronienie sie przed takimi skurwysynami i ktora grzecznie mi podpowiadala zebym spierdalala stamtąd poki jeszcze moge. Tak wiec, w odpowiedzi pan G. otrzymal wiadomość zwrotna o treści: "Dziekuje, ale spierdalaj." Sylver Wstęp 2010-01-27
Ta notka nie bedzie długa. Niestety przed piecioma minutami, napisalam długą i wszystko wyjaśniajacą notę ale kiedy chcialam ja upublicznić znikła i przepadła. Oczywiście w miedzyczasie mojego tworzenia wylogowało mnie z serwera i ot cały problem. Więc dziś raczej juz nie będe miała siły na napisanie nowej gdyż jest juz trochę póżno jak by nie patrzeć. Może jednak nie bede mogła usnąc i cos jednak skrobne. Okaże się. Sylver |

Subskrybuj blogi